Prawie dwie godziny kina akcji. Akcji która od pierwszych scen wygląda niezwykle dobrze. Ujęcia zaraz po napisach początkowych są naprawdę niezłe, zapowiadają konkretny film z świetną fabułą. Niestety, bardzo mylne wrażenie.
Wstęp do filmu na wysokim poziomie. Bruce Willis jako negocjator, do tego z całkiem niezłą brodą. Świetne ujęcia, niezłe dialogi kilka strzałów i tak dalej. Szkoda tylko że zaraz po tym wstępie wszystkie bierze w łeb. Poziom spada drastycznie w dół i robi się mieszanka Rambo z Szklaną pułapką.
Jeff Talley (Bruce Willis) jest policyjnym negocjatorem. Niepowodzenie ostatniej akcji odbija się jednak na jego życiu osobistym i postanawia opuścić Los Angeles. Wraz z żoną (Serena Scott Thomas) i zbuntowaną córką (Rumer Willis) przenosi się do małego miasteczka Bristo Camino. Zostaje tam szefem policji, powoli układając sobie życie na nowo. W pewien poniedziałkowy dzień wszystko się zmienia. Grupa młodych porywaczy wdziera się do domu pewnego bogacza, z zamiarem kradzieży auta. Sytuacja jednak szybko się komplikuje a dom jest istną twierdzą. Jak się okazuje nie tylko policji zależy na szybkim opanowaniu sytuacji. Właściciel domu jest ważniejszy niż się spodziewano, a Jeff zostaje wciągnięty w niebezpieczną grę. Czytaj dalej

Para naukowców prowadzi badania genetyczne, prócz problemów czysto technicznych muszą zmagać się z tymi natury etycznej i własną moralnością. Ich ambicja doprowadza do stworzenia istoty bardzo inteligentnej i podobnej do człowieka. Ze względu na przepisy prawa sukces Cliva (Adrien Brody) i Elsy (Sarah Polley) musi być utrzymywany w ścisłej tajemnicy. Całość komplikuje fakt że im szybciej istota się rozwija tym trudniej nad nią zapanować.
Matthew (Josh Hartnett), zdążył już sobie poukładać życie po bolesnym rozstaniu. Jeden dzień potrafi jednak odmienić wszystko. Podczas kolacji biznesowej Matthew przypadkiem ujrzał Lisę (Diane Kruger), dawną miłość która zostawiła go bez słowa. Teraz za wszelką cenę postanawia ją odnaleźć, a jedynym tropem jest karta hotelowa. Niestety nie wszystko jest tak proste jak z początku się wydaje.
Jakoś tak mam, że uwielbiam filmy przesączone muzyką. Muzyką niekoniecznie pracującą na tło. Nieściszalnych więc pominąć się nie dało, zapowiadało się aż za dobrze, recenzje, opinie i cała masa pochlebnych plotek krążących po sieci.


Film wyreżyserował Paul Haggis (Zakazany rytm, Miasto gniewu, Dla niej wszystko), biorąc więc pod uwagę jego wcześniejszy dorobek można się spodziewać dobrego kina. W dolinie Elah może nie dorównuje takiej produkcji jak Crash, zwyczajnie nie ma tej głębi i przekazu. Daje się jednak zauważyć że Haggis dobrze się czuje w dramatach, jego filmy utrzymywane są w świetnym klimacie, może troszkę telewizyjnym, ale czy to źle? Pierwsze co mi przychodzi do głowy to dwójkowe (TVP2) nocne kino. To właśnie późną nocą telewizja publiczna lubi serwować tego typu perełki, nieco stonowane z najlepszymi aktorami w rolach głównych.