Brytyjski thriller, (film akcji?) na całkiem niezłym poziomie. Na samym wstępnie naprawdę niezła muzyka, świetne ujęcia szkockich gór, no i tytuł, trzeba przyznać dość chwytliwy.
Pierwsze wrażenie naprawdę bardzo dobre, później całość troszkę opada, nie jest jednak źle. Na początku oglądamy zdjęcia szkockich gór, ludzi wiszących na linach setki metrów nad ziemią. Sporo wysiłku, masa całego osprzętu do wchodzenia, czy też schodzenia z niemalże pionowych ścian. Wstęp wprawia więc w pewien nastrój, rzuca trochę światła na klimat filmu. Tutaj można się jednak nieco pomylić, w filmie zobaczymy coś więcej niż tylko wspinaczkę czy historię przyjaźni kilku osób.
Zaczyna się zwyczajnie, grupa alpinistów wspina się w górach. Wkrótce docierają do górskiej chaty, a tam dołączają kolejne osoby. Podczas dalszej wędrówki przez górzysty teren znajdują zakopaną w ziemi skrzynie… w skrzyni mała Annę.

W tym momencie zaczyna się właściwa historia. Nietrudno się domyślić że cała grupa postanawia Annie pomóc, są nawet dość zgodni co do podjętej decyzji. Sytuacja nie jest łatwa, teren w którym się poruszają nie należy do najłatwiejszych a dziewczynka jest wycieńczona i znacznie spowalnia grupę. Tu jednak cały dramatyzm dopiero się zaczyna. Anna nie mówi po angielsku więc nikt nie jest wstanie się z nią porozumieć. W zasadzie jedyne co powiedziała to własne imię. Jakby tego było mało okazuje się że odnaleziona Anna jest niezwykle cenna dla pewnych ludzi, na tyle cenna że są oni gotowi dla niej zabić. Zaczyna się więc swoista walka o przetrwanie, przetrwanie w trudnym terenie z małą Anną.
Przez długi czas nie wiadomo o co dokładnie w filmie chodzi, dwoje ludzi ściga grupę alpinistów którzy starają się pomóc Annie, nie ma jednak wyjaśnienia dlaczego ktoś jest gotów zabić za dziecko które znaleźli. Bohaterowie całej historii również starają się jakoś nad tym nie zastanawiać a ich głównym celem jest wezwanie pomocy. Najbliższa wioska wcale jednak nie jest tak blisko, a droga do niej jest nadzwyczaj trudna, w zasadzie z dzieckiem wręcz nie do pokonania. Wszyscy robią więc co tylko mogą aby dostać się do wioski, jednocześnie walcząc o życie własne i Anny, mamy więc zabawę w łowcę i zwierzynę.

Całość ogląda się naprawdę przyzwoicie, brakuje może jakiś kontrastów między postaciami, wszyscy zdają się być do siebie niezwykle podobni, są dość zgodni, a prócz ironicznego dogryzania sobie na wzajem większe konflikty się nie pojawiają. Trzeba przyznać, że da się w filmie odnaleźć pewną naturalność, wszystko wygląda niczym z dokumentu, z trudem w całej historii daje się odnaleźć jakieś absurdalne decyzje, bezsensowne sprzeczki i tym podobne wypełniacze których w tego typu produkcjach zazwyczaj nie brakuje. W ciągu całego filmu jest kilka znaczących zwrotów akcji, troszkę wyjaśnień, ale też masę pytań, scenarzyści niewiele podali na tacy.
A Lonely Place To Die trzyma w napięciu, z pewnością nietrudno dotrwać do końca, w filmie cały czas coś się dzieje. Zdjęcia ukazują piękno szkockich gór, muzyka dopełnia całość, fakt mogłaby być nieco lepsza. Można by się doczepić do kilku ujęć niczym z horroru, chyba zbędny efekt, nic nie wnosi a troszkę wybija z tropu. Głowni bohaterowie nie wydają się być z sobą bardzo związani, to troszkę działa na minus, brakuje szczegółowego wykreowania postaci. Na szczęście takich błędów w filmie niewiele, giną dość szybko na tle całości.
Film z pewnością jest wart poświęconego czasu, odbiega troszkę schematem od tego typu produkcji, to jednak działa tylko na plus. Warto zobaczyć chociażby dla całkiem niezłych zdjęć i dość przyjemnej muzyki.
- Zdjęcia


Film wyreżyserował Rowdy Herrington, muszę przyznać że nieznany mi reżyser. Ale źle nie było… Historia bardzo dobrego prawnika który boryka się z własną moralnością, a właśnie przez tą moralność zostaje pozbawiony prawa do wykonywania zawodu. Postanawia więc zaszyć się w małym miasteczku i napisać książkę… Dalej już tylko tajemniczy nieznajomy, duże pieniądze, oskarżenia, śledztwa i szukanie prawdy.
I jak to w życiu bywa istnieją bogaci i biedni. Will Salas (Justin Timberlake) należy niestety do tej drugiej grupy, co rano budzi się z zapasem 23 godzin, by móc przeżyć kolejny dzień musi zdobyć jedyną uznawaną walutę: czas. Pewnego dnia spotyka bogatego nieznajomego który przekazuje mu ponad wiek, a sam popełnia samobójstwo. Will zostaje niesłusznie oskarżony o zbrodnie, bierze więc zakładniczkę Sylvie Weis (Amanda Seyfried) i ucieka przed policją. Podczas ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości oboje zakochują się w sobie i postanawiają wypowiedzieć wojnę istniejącemu systemowi.

Głębie kompletnie pomijam, powiedzmy że można podejść do tematu jak do średniego filmu dla zabicia czasu ;-) Niestety, nawet przy tak ignoranckim podejściu z filmu nie da się nic wycisnąć, kompletnie nic.
Fabuła jak to w tanich horrorach, nic wyszukanego. Polly (Jill Wagner) i Seth (Paulo Costanzo) postanawiają uczcić swoją rocznice, wybierają się wiec na biwak. Niestety problemy z namiotem zmuszają ich do noclegu w motelu. Pech sprawia że już w drodze trafiają na kryminalistę (Shea Whigham) który zmusza ich do wspólnej podróży. Ich podróż nie trwa jednak zbyt długo, zostają uwięzieni na stacji benzynowej atakowani przez tajemnicze stworzenia.
Oj głośno się wokół tego filmu zrobiło. Było coś o ekstraklasie, że rarytas, że genialny. Jednym słowem cała masa ohów, ahów i innych zachwytów.