Dramat rodzinny Tomasza Lewkowicza. Historia zdrady i miłości, chociaż miłości w tym filmie raczej niewiele. Za to całkiem sporo jest rozchwiań emocjonalnych i kompletnego niezdecydowania głównych bohaterów.
Michał (Wojciech Zieliński) ma żonę Annę (Joanna Orleańska) i córkę Justynę (Maja Plasota). Wrażeń mu jednak zbyt mało bo za plecami Anny regularnie spotyka się z Karoliną (Karolina Gorczyca), ta oczywiście wymusza na nim odejście od żony. Cała sytuacja nie jest jednak tak prosta, a Michał staje przed trudnymi wyborami.
Typowy dramat obyczajowy. Troszkę płytki jednak, po takim gatunku można by spodziewać się nieco głębszych emocji. Temat przewodni został przedstawiony dość dobrze, cała otoczka jednak już tylko pobieżnie. Brakuje zagłębienia się w emocje, psychikę postaci. Być może reżyser chciał wymusić na widzu trochę przemyśleń jednak nie specjalnie jest skąd je czerpać. Anna jest osobą która ceni sobie rodzinę i poukładane życie, stara się utrzymać małżeństwo i jest gotowa do poświęceń. Michał jako dojrzały jednak rozchwiany emocjonalnie mężczyzna który nie specjalnie wie czego chce. Karolina natomiast jest przeciwieństwem Anny, wywiera spory wpływ na Michała a ten zachowuje się jak chorągiewka na wietrze. Czytaj dalej

Olivier Megaton (reżyser) chyba kupił scenariusz przez internet płacąc za niego smsem. Ten z kolei napisali Luc Besson oraz Robert Mark Kamen. Sądząc po ich dorobku mają spore doświadczenie w pisaniu sensacyjnych głupot z naciskiem na maksymalne uproszczenie fabuły. Spokojnie można obejrzeć początek i koniec filmu, reszty da się domyślić. Colombiana jest istną krzyżówką Rambo, z Karate Kid. Na jednego widza w kinie przypadało chyba pięć karabinów maszynowych i co najmniej dwie dziewczyny z nogami do samej ziemi. Rzecz jasna aktorzy chodzili z minami na styl Stallone. Jak by tego było mało sądzili chyba że skoro zrobią wredne miny to już grać nie muszą, bo wyraz twarzy wyrazi wszystko czego widz oczekuje.
Prawie dwie godziny kina akcji. Akcji która od pierwszych scen wygląda niezwykle dobrze. Ujęcia zaraz po napisach początkowych są naprawdę niezłe, zapowiadają konkretny film z świetną fabułą. Niestety, bardzo mylne wrażenie.
Para naukowców prowadzi badania genetyczne, prócz problemów czysto technicznych muszą zmagać się z tymi natury etycznej i własną moralnością. Ich ambicja doprowadza do stworzenia istoty bardzo inteligentnej i podobnej do człowieka. Ze względu na przepisy prawa sukces Cliva (Adrien Brody) i Elsy (Sarah Polley) musi być utrzymywany w ścisłej tajemnicy. Całość komplikuje fakt że im szybciej istota się rozwija tym trudniej nad nią zapanować.
Matthew (Josh Hartnett), zdążył już sobie poukładać życie po bolesnym rozstaniu. Jeden dzień potrafi jednak odmienić wszystko. Podczas kolacji biznesowej Matthew przypadkiem ujrzał Lisę (Diane Kruger), dawną miłość która zostawiła go bez słowa. Teraz za wszelką cenę postanawia ją odnaleźć, a jedynym tropem jest karta hotelowa. Niestety nie wszystko jest tak proste jak z początku się wydaje.
Jakoś tak mam, że uwielbiam filmy przesączone muzyką. Muzyką niekoniecznie pracującą na tło. Nieściszalnych więc pominąć się nie dało, zapowiadało się aż za dobrze, recenzje, opinie i cała masa pochlebnych plotek krążących po sieci.