Rowan Atkinson jako komik chyba się wypalił, szkoda tylko że już na etapie Jasia Fasoli. Trudno mi sobie przypomnieć czy później był jeszcze śmieszny, jedyne co pamiętam to żenady takie jak Wakacje Jasia Fasoli lub Wyścig szczurów - chociaż ten się jeszcze dało obejrzeć.
Tuż po wstępie dodam że pierwszej części przygód tytułowego English’a nie widziałem, trudno mi zatem się odnieść do kolejnej części. Nie mam zamiaru jednak tego faktu zmieniać, po reaktywacji odechciało mi się jakichkolwiek parodii z udziałem Atkinsona.
Film bazuje na debiliźmie głównego bohatera. Dla jasności, nie widzę w tym nic złego, zazwyczaj tego typu filmy są tak głupie że aż śmieszne więc docelowo spełniają swoją rolę. Niestety, kolejna część parodii Bonda wyszła nadzwyczaj kiepsko. Johnny oczywiście był przygłupawy, śmieszny niestety jakoś nie. Sceny jakby przez siłę starały się rozbawić widza, dialogi bardzo płytkie a próby wciśnięcia jakiś żartów między zdania spełzły na niczym.

Fabuła nie odbiegała niczym od całości, była równie mizerna. Chociaż to można akurat zrozumieć, nie taka rola filmu. Szkoda tylko że przez większość czasu ma się wrażenie w stylu; gdzieś już to widziałem i bynajmniej nie w Bondzie. Reżyser (Oliver Parker) czerpał inspiracje chyba z wszystkiego po trochu, wyszło z tego mocno średnie misz-masz. Troszkę efektów, troszkę idiotyzmu, masa gadżetów, dialogi nieporozumień i Rowan Atkinson w centralnym punkcie.
Chyba tylko dzięki roli głównej ten film miał się sprzedać, za nic innego pochwalić produkcji się nie da. Na plus można podać kilka troszkę zabawniejszych scen… jednak to o wiele za mało na ponad 100 minut filmu.
Generalnie strata czasu, może da się obejrzeć w szerszym gronie przy kilku drinkach, chociaż i na takie okazje są lepsze produkcje.
- Zdjęcia

babka filmowa pisze:
Johnny English widziałam, dobre było! Sprobuj, choćby ze względu na wyśmienitego Malkovicha, jego angielski z francuskim akcentem – mniam!
Reaktywację – może kiedys zobaczą, z rodziną przy porannej kawie, gdy wyjdzie na dvd. :)
Rodion pisze:
Ja widziałem tę nieszczęsną „jedynkę” i niestety film był mizerny. Wszystko bazuje właśnie na debilizmie bohatera i nieporozumieniach wszelakiej treści. Oczywiście oba elementy najgorszej jakości, nie ma czym sobie głowy zawracać w ogóle. Domyślam się, że właśnie część druga to rozwinięcie tego typu „akcji”.
Mikser pisze:
I właściwie jedyne co mnie jest wstanie przekonać do poświęcenia czasu na jedynkę do założenie, że zazwyczaj pierwsza część jest lepsza…
Reaktywacja raczej zniechęca, może po ciężkim dniu pracy kiedy mam ochotę na coś luźnego… może wtedy pierwsza część jakoś przejdzie. Póki co jestem nastawiony raczej na nie.