Grek Zorba
Panie i Panowie, jakże genialny film. Rok 1964, black&white, film klasyka.
Wyreżyserowany, napisany, zagrany rewelacyjnie! Jak to dobrze obejrzeć wreszcie film bez dzisiejszej schematyczności, wyolbrzymionej kontrowersji i szukania i wyolbrzymiania. Grek Zorba to swojski, prosty chłop, a film także, chociaż jak Zorba czasem tańczy i szaleje (bo tego najbardziej brakuje to rozerwania węzła wolności) tak samo film w pewnym momencie kompletnie zaskakuje, tańcząc psychodeliczne ujęcia na ekranie. Pokazując rozgoryczony tłum chwytający wszystko, niemyślący, wieżący w swoje stereotypy, ksenofobiczny, prymitywny, zazdrosny i okrutny, ale także bez zdrowego rozsądku i własnego zdania. Dlatego umierają 2 najważniejsze kobiety, one nie mają tutaj zdania, są pożądane przez mężczyzn, co rodzi przez nich nienawiść – są podporządkowane mężczyzną. Chociaż jak to pewien Turek powiedział, to grzech zostawić kobietę samotną w łóżku. Nie interpretujemy czy to dobre i zło. Książki nie powiedzą nam, nie wytłumaczą nam czym jest miłość, czym śmierć, ale tylko podkreślą agonię niemożności odpowiedzi – pluję na tą agonię. Chociaż ten film to agonia. Portret greka, który żyje, śmieje się i tańczy. Jest prosty i nieprzewidywalny, ale zna się, radzi sobie chociaż bądź co bądź wszystko kończy się z jego wyczynów katastrofą to on wciąż siedzi, zjada swoje jagnię i… śmieje się. A potem tańczy. Bo jeśli człowiek jest pełny to musi wybuchnąć. Jakże ten film może wiele nam, pseudoambitnym ludziom, wytłumaczyć. Ostatecznie i tak skończymy jako jedzenie dla robaków, ale po śmieci i tak nas to nie obchodzi, bo tylko to rozwiązuje nasze problemy. .
A muzyka.. jaka niesamowita, komponująca się z ujęciami.. tymi spokojnymi i tymi, które tańczą. Moje osobiste santouri.
Ten film mimo swojego charakteru nie kończy się dobrze. Kończy się katastrofą… ale jaka piękna była ta katastrofa? Hahahahahahaha.
ZNAK JAKOŚCI, gdyż to jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio oglądałem, chociaż powstał ponad 45 lat temu…
Opisywane: Grek Zorba
